Subiektywne Recenzje

poniedziałek, 21 maja 2012

 

 

1.Queen Of California

2.The Age Of Worry

3.Shadow Days

4.Speak For Me

5.Something Like Olivia

6.Born And Raised

7.If I Ever Get Around To Living

8.Love Is A Verb

9.Walt Grace's Submarine Test, January 1967

10.Whiskey, Whiskey, Whiskey

11.A Face To Call Home

12.Born And Raised (Reprise)

 

John Mayer wydał na świat kolejny bardzo dobry krążek. John Mayer podarował nam piosenki, które już nie tylko są rzemieślniczą pracą utalentowanego muzyka, ale niosą ze sobą pewną życiową mądrość.

John nigdy nie był dla mnie artystą któremu wierzyłem w każde wyśpiewane słowo. Jeszcze kilka lat temu mógł zaśpiewać "wlazł kotek" i byłbym w siódmym niebie. Nie twierdzę też, że "Born And Raised" jest naszpikowany wysublimowanymi mądrościami, które skłonią mnie do jakiejś głębszej zadumy. Nie! Natomiast odczuwam gdzieś pod skórą, że w tych piosenkach jest o wiele więcej Johna jako człowieka niż artysty, który posiada wszelkie dobra tego zmaterializowanego świata. Do tego dochodzi muzyka mocno zakorzeniona w amerykańskiej tradycji, która jest wielce wiarygodna w tamtej części świata! Jak się okazuje, na moim małym skrawku ziemi również...

Momenty są! Zacznę od przepięknego "Walt Grace's Submarine Test, January 1967". Dreszcze od samej trąbki we wstępie. Zresztą jeśli ktoś od lat oczarowany jest głosem Mayera, to ten album pokocha od pierwszego wyśpiewanego słowa! Teraz będę uspakajać. Elementy country w postaci harmonijki ustnej nie zniechęcą nawet największych sceptyków tego gatunku muzyki. "Born And Raised",  "Whiskey, Whiskey, Whiskey" oraz "A Face To Call Home" to wspaniałe pieśni! Ten ostatni zresztą rozpędza się w zupełnie innym kierunku. Słychać, że Coldplay rządzi w USA. "If I Ever Ger Around To Living" klimatem trochę odstaje od całości, bo czuć w nim taką jakąś nieoczywistą melancholię. Piękny! 

Jeszcze kilka niezobowiązujących myśli. Kiedy słucham tej płyty wracam wspomnieniami do 2002 roku i genialnej płyty Counting Crows - "Hard Candy". Mam ochotę znaleźć jakiś wspólny mianownik. Na to jednak potrzebuję więcej czasu niż dwa dni :D Na pierwszy rzut oka charakter okładek tych dwóch wydawnictw jest dość zbliżony...

Przyznam, że odrobinę brakuje mi takiego killera jakim był "Assassin" na "Battle Studies", ale nie można mieć przecież wszystkiego... jak John. 

środa, 16 maja 2012

 

 

1.Tired Of Sleeping

2.Men In War

3.Rusted Pipe

4.Book Of Dreams

5.Institution Green

6.Those Whole Girls (Run In Grace)

7.Room Off The Street

8.Big Space

9.Prediction

10.Fifty-Fifty Chance

11.Pilgrimage

 

Do płyt ulubionych artystów sięgam dość cyklicznie. Po muzykę Suzanne Vega nie sięgałem od 5 lat???  Jeśli  to prawda,  to w tej sprawie na dniach skontaktuję się ze swoim sumieniem. Z czasem jednak nie mam co polemizować, bo każdy z nim przegrywa. Faktem jest to, że jej ostatni świetny  krążek z premierowym materiałem - "Beaty And Crime" ukazał się  w 2007 roku, a wydaje się jakby było to wczoraj. Obecnie artystka sama penetruje swój własny dorobek wydając na świat serię płyt z cyklu "Close-Up". Czwarta odsłona tej serii ujrzy światło dzienne lada moment. Muszę jednak przyznać, że to nie był bodziec do tego by ustawić w końcu Jej dyskografię na półce, tudzież bodziec by pisać o samej artystce. To coś bardziej mistycznego, coś co czasem nawiedza moją muzyczną wrażliwość. A że od lat żyję w zgodzie z własnymi uczuciami, nie oparłem się tej pokusie posiadania wszystkich płyt Suzanne Vega. Do tego dochodzi odrobina szczęścia, bo na ten luksus wydałem ledwo 100 zł.

Przy okazji tej notki mogłem wspomnieć o tych sławniejszych wydawnictwach. Dla mnie jednak czarnym koniem Jej twórczości jest trzeci album "Days Of Open Hand". Jest w nim coś niezwykle spójnego, a każdy kolejny wybrzmiewający utwór jest w miejscu gdzie powinien być. "Tired Of Sleeping" w moim odczuciu posiada tę jedną magiczną nutę, która czyni z piosenki wspomnienie czegoś czego się nie doświadczyło! "Institution Green" to perła i jeśli czuć w nim po tych 20 latach jakiś archaizm, to jest to przyjemny wehikuł czasu. "Room Off The Street" brzmi tak łagodnie jak nasza kraina łagodności . "Big Space" ma kosmiczny wydźwięk za sprawą niesamowitych klawiszy! Wspaniały! Każdy utwór zbudowany na akustycznej gitarze jest świadectwem miejsca z którego Suzanne Vega czerpie jak najwięcej. "Fifty-Fifty Chance" jest porażający za sprawą tych niepokojących skrzypiec. "Pilgrimage" to finał godny tej zacnej pielgrzymki po nutach tego albumu. Możliwe, że to najlepsza kompozycja tego zestawu. Szkoda, że kolejne albumy nie przyniosły już tak rozbudowanych kompozycji,  które trwałyby te 5 minut!  Poniekąd dlatego "Days Of Open Hand" jest tak wyjątkowy. 

Tak właśnie mijają mi dni na tym mały krańcu tego landu...


poniedziałek, 14 maja 2012

 

Zasłuchuję się w nowych, oczekiwanych płytach. Dobra Sophie B. Hawkins, nieudany "Strangeland" grupy Keane. Lada moment nowy John Mayer i szczerze przyznam, że mam spore obawy co do tej płyty.

Zasłuchuję się ponownie w dyskografii Suzanne Vega. 100 zł za sześć pachnących nowością płyt? Grzech nie ustawić takich na półce. Oczarowany jestem piosenkami z "Days Of Open Hand" . Dawno niesłuchany "Beauty And Crime" uświadomił mi  jak czas szybko pędzi, a życie przelatuje przez palce. O Suzanne pewnie w następnym wpisie.

Zasłuchuję się w swoich ulubionych płytach 2012 roku. Tennis, Hospitality, Porcelain Raft, Boy, School Of Seven Bells, Dry the River...

Jutro spodziewam się spodziewanej niespodziewajki, więc tak się będę póki co zasłuchiwał. 

see you soon...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 100