Subiektywne Recenzje

  • wtorek, 26 lutego 2013
    • Miles Davis - "In A Silent Way" (1969)

       

       

      1.Shhh/Peaceful

      2.In A Silent Way/ It's About That Time

       

      Gust i wrażliwość muzyczna to geny. Nikt nie jest w stanie przecież nauczyć się słuchać bluesa czy jazzu. To oczywista oczywistość. Trzeba posiadać pewne predyspozycje do obcowania z danym rodzajem sztuki. Ja do dziś nie potrafię skupić się do tego stopnia, by przeczytać jakąkolwiek książkę ...

      Pokłady sympatii do jazzu i pewnej cierpliwości do dźwięków odkryłem w sobie gdzieś pod koniec lat 90-tych. Dziś mogę wymienić trzy albumy, które są temu winne: Anna Maria Jopek - "Szeptem", Stacey Kent - "Let Yourself Go" oraz "Smooth Jazz Cafe 1". Zaraz potem przyszła fascynacja Panem Metheny. Niemniej jednak wszystko tak naprawdę zaczęło się gdy miałem 12 lat i zachwyciłem się albumem Tamerlane - "14th Century Soul". Jeszcze nieświadomy gatunku z jakim mam do czynienia szalałem za "I'm Afraid", "You" i głosem Marka Sośnickiego. 

      Dziś jako trzydziestolatek nieskrępowanie sięgam po dyskografię Miles'a Davisa i jestem świadomy wewnętrznego spokoju jaką daje mi muzyka z albumu "In A Silent Way". Całkiem niedawno w telewizorni byłem świadkiem fascynującej rozmowy Kasi Nosowskiej z Tomaszem Stańko. Przyznam, że z tej konwersacji wiele dobrego wyniosłem dla siebie. Cóż, lubię ten skrawek siebie, który jest tylko dla mnie...

       

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 lutego 2013 10:14
  • czwartek, 21 lutego 2013
    • drewnofromlas - (tu wpisz tytuł) (2013)

       

       

      1.Rulewna

      2.Waryński

      3.2D

      4.Jagody

      5.Czekokot Preludium

      6.Czekokot

      7.Jogi

      8.Rurka

      9.Fela

      10.Preja

      11.Zakupy

      12.Chłopcem

      13.Balkon

       

      Płyta warta szczególnej uwagi z wielu względów. Muzyka warta noszenia ubrań co przód to na tył. Muzyka warta wywrócenia wszystkich myśli do góry słowami. Dźwięki warte rytmicznego poruszania nozdrzami. A jeszcze kilka dni temu nic tego nie zapowiadało. 

      Kiedy dostałem na facebookową pocztę link z muzyką zespołu o  niezrozumiałej dla mnie nazwie, niespecjalnie się zainteresowałem całą zawartością. Nawet informacyjna notka o projekcie nie wzbudziła we mnie większego zaciekawienia. Całe to ignoranckie przedstawienie trwało do momentu kiedy otrzymałem od zespołu egzemplarz swego debiutu w formacie przeze mnie wyjątkowo celebrowanym. Może zabrzmi to archaicznie, ale nie obcuję z muzyką w sieci. Owszem słucham, ale wszystkie zmysły mam wtedy uśpione. Na tym zakończę tę myśl, bo przecież nie miało być o mnie. Początki historii zespołu drewnofromlas sięgają połowy lat 90-tych. Wtedy jakby zrodziła się wdźięcznie dźwięczna nazwa kapeli. Na przestrzeni kilkunastu lat projekt ewoluował i rozwijał się jak przystało na ludzi wypełnionych pasją do muzyki. W połowie ubiegłej dekady zwrócił na nich uwagę guru radiowej "Trójki" Piotr Kaczkowski. Musiało minąć kolejnych kilka lat, żeby zespół mógł świętować wydanie swojego debiutanckiego krążka. Musiało upłynąć trochę krwi w żyłach, żeby zespół zdecydował się wydać płytę na tzw. własną rękę! Zebranie środków na tłoczenie debiutu podparte akcją finansowania społecznościowego przy współpracy z portalem www.polakpotrafi.pl  był strzałem w przysłowiową dziesiątkę!!!

      Intrygujące, organiczne dźwięki w które wtłoczono żywe instrumenty wraz z klubowymi, elektronicznymi beatami. Intrygujący głos wokalistki, który przypomina trochę chłopięcą barwę tuż po mutacji. Niemniej jednak to wielka zaleta drewnofromlas! Do tego teksty Agi, które czasem w swej prostocie skłaniają do głębszych przemyśleń. Niektóre zdania dają tą wielką przestrzeń do własnej interpretacji, a pewnie ich prawdziwe znaczenie zna tylko sama artystka. Taką twórczość cenię najbardziej. Wszystko to tworzy wyśmienity, zadumany klimat choć w tej zadumie noga sama wyrywa się do potupania. Taki jest chociażby utwór "Jagody", kóry uszyty jest na dwa tempa. "Waryński" jest już cały w klimacie drum n' bassowym, okraszonym wyszeptanymi momentami. "2D", to jeden z moich faworytów w tym zestawie. Spokojny, wyważony i o czymś ważnym. Elementy reggae mamy  w "Czekokot", opowieści o czekoladowym kocie. Mamy również "Zakupy" ze świetnym, przyspieszonym finałem. Jest też i "Rurka" z myślą, że to najładniejsza rzecz na płycie!

      Dokąd zaprowadzi mnie obcowanie z tą muzyką? Im dłużej nie wiem, tym bardziej upajam się tym stanem! A dokąd zaprowadzi Ciebie?

       http://drewnofromlas.bandcamp.com/album/drewnofromlas-tu-wpisz-tytul

      Polecam!

       

      

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 lutego 2013 10:56
  • poniedziałek, 11 lutego 2013
    • Counting Crows - "August & Everything After" (1993)

       

       

      1.Round Here

      2.Omaha

      3.Mr. Jones

      4.Perfect Blue Buildings

      5.Anna Begins

      6.Time And Time Again

      7.Rain King

      8.Sullivan Street

      9.Ghost train

      10.Raining In Baltimore

      11.A Murder Of One

       

      Od kilku dni nie wyjmuję tej płyty z odtwarzacza. Od kilku dni znowu przemierzam Amerykę usłaną wspaniałymi krajobrazami emocji. W tym roku mija 20 lat od ukazania się "August & Everything After". W tym roku mija 20 lat od czasu kiedy głos Adama Duritza niezwykle ujął mnie za serce. W tym roku w sierpniu minie 20 lat od wszystkiego tego, co wydarzyło się po sierpniu '93! Mam mnóstwo wspomnień pomalowanych tymi jedenastoma, muzycznymi perłami. To jeden z najważniejszych albumów w moim życiu. Pewnie też dlatego grupa Counting Crows od lat ma u mnie spory kredyt zaufania pomimo nawet tego, że Ich ostatni zestaw coverów nie bardzo przypadł mi go gustu. Szczerze przyznam, że w moim odczuciu te piosenki w ogóle się nie zestarzały. Naszpikowane szczerymi emocjami nadal mają wielką siłę korespondowania z osobistymi przeżyciami każdego z nas. "Round Here" nakłuwa każdą moją komórkę ciała. "Między tobą i księżycem anioły dostają lepszy widok na kruszącą się różnicę między dobrem, a złem...". "Omaha" ma coś w sobie zadumanego i szlachetnego. Amerykanie potrafią w niezwykły sposób śpiewać o swoim przywiązaniu do miejsc w swoim kraju! Gdy słyszę "Raining In Baltimore" pragnę deszczu i płaszcza. Zrozumie to każdy, kto kiedyś tęsknił. "Mr. Jones", to nuta prosto z mojego topu wszech-czasów. Niezapomniana, jakby mantra o tym, że warto spełniać marzenia. "Anna Begins" wspaniale rozwija się w ten niezwykle unikalny sposób. Do dziś mam dreszcze! "Rain King" jest  o czymś bardzo ważnym. Nie zgłębiłem tego do dziś. Mam jeszcze czas...

      Wiem, pisałem jakiś czas temu o tej płycie. Pisał wtedy zupełnie inny człowiek. Dziś bym go nie poznał. Dziś dałbym mu w mordę, albo On mnie. 


      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lutego 2013 17:00

Autorzy

Kanał informacyjny