Subiektywne Recenzje

  • niedziela, 20 marca 2011
    • Roxette - "Charm School" (2011)




      1.Way Out
      2.No One Makes It On Her Own
      3.She's Got Nothing On (But The Radio)
      4.Speak To Me
      5.I'm Glad  You Called
      6.Only When I Dream
      7.Dream On
      8.Big Black Cadilac
      9.In My Own Way
      10.After All
      11.Happy On The Outside
      12.Sitting On The Top Of The World

      Mała zaległość,bo z wiadomych przyczyn nie potrafiłem słuchać niczego innego poza "Collapse Into Now" grupy R.E.M.
      O nowej płycie Roxette należy wspominać,pomimo nawet tego,że niektóre piosenki nie do końca przekonują.Ważne jest jednak to,że Roxette mają się dobrze.Szczególnie Marie,którą miło usłyszeć w takiej piosence jak "Speak To Me".Roxette to moja pierwsza wielka fascynacja muzyczna,która zatrzymała się w momencie usłyszenia grupy R.E.M.Pamiętam bardzo dobrze ten okres kiedy kasowałem kasety z ich muzyką i nagrywałem z radia tych drugich.Nieocenione czasy.Starzeję się,bo wspomnienia dopadają mnie jak lew swoje ofiary...
      Niby 10 lat czekaliśmy na ich nową muzykę,ale najważniejsze w tym wszystkim jest to,że Marie wygrała walkę z ciężką chorobą.Wrócili na scenę i z sukcesami znowu koncertują.Z wielkim sentymentem i z niezobowiązującym nastawieniem przesłuchałem tę nową płytę."Only When I Dream" brzmi jakby Coldplay chcieli znowu mieć światowy przebój.Zwrotka,refren,zwrotka,refren.Czasem bardziej udana,czasem mniej.Trochę nowocześniejszych dźwięków,beatów,ale reszta pozostała w zasadzie bez zmian.Głos Marie i Pera pozostały nienaruszone przez upływający czas.Jak już wspominałem,"Speak To Me" sprawił mi dużo radości i chyba po pierwszych przesłuchaniach to mój faworyt."In My Own Way" zaczyna się jak "Everybody Hurts".Nie mam nic przeciwko!"Happy On The Outside" to również jeden z tych momentów,które sprawiają,że wpadam w jakiś tam wir wspomnień.Zresztą do samego końca tej płyty nie potrafię się z niego wydostać.To "Sitting On The Top Of The World".Przepiękna piosenka!!!
      Warto powspominać te lata świetności grupy Roxette.Warto pogrzebać w piwnicach i strychach w poszukiwaniu "Bravo" czy Popcornu".Dobra,zapędziłem się.Warto grzebać w plikach ze wspomnieniami i słuchać nowej muzyki idoli sprzed 20 lat!


      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      niedziela, 20 marca 2011 09:42
  • poniedziałek, 14 marca 2011
    • Sophie B.Hawkins - "Tongues And Tails" (1992)




      1.Damn I Wish I Was Your Lover
      2.California Here I Come
      3.Mysteries We Understand
      4.Saviour Child
      5.Carry Me
      6.I Want You
      7.Before I Walk On Fire
      8.We Are One Body
      9.Listen
      10.Live And Let Love
      11.Don't Stop Swaying

      Spodziewana pocztówka muzyczna z przeszłości przyszła do mnie kilkanaście dni temu.Kompletuję za niewielkie pieniądze płyty,które są w jakimś tam stopniu fotografiami z okresu mojego dzieciństwa.Miałem 12 lat kiedy odkrywałem muzykę serwowaną głównie przez Marka Niedźwieckiego na liście przebojów "Trójki".
      Obok Joanny Trzepiecińskiej,Sophie B.Hawkins w tamtym okresie była moim ideałem kobiecości.Wszyscy którzy kojarzą obie Panie wiedzą o czym mówię.Stąd te moje sentymentalne podróże do pierwszych wydawnictw Sophie."Tongues And Tails" to debiut,który przyniósł przepiękny,światowy przebój "Damn I Wish I Was Your Lover".Zresztą wybrane na single piosenki są najlepszą wizytówką tej płyty."California Here I Come" i teledysk do niej po dziś dzień działa na mnie niezwykle zmysłowo."I Want You" ,takie piosenki potrafią zaśpiewać tylko kobiety.Tę pieśń napisał Bob Dylan!Klawisze są niezwykle wyraźnym elementem piosenek Sophie.Może też dlatego,że sama artystka na nich gra."Before I Walk On Fire" jest tego jednym z pięknych przykładów.Zresztą "We Are One Body" również.Zbudowany jest na fajnym,kołyszącym rytmie.Sam zaś tytuł tego albumu został zaczerpnięty z dialogu pewnej sztuki W.Shakespeara:"What,with my tongue in your tail?".Mam wrażenie,że singlowe przeboje to jedno,a pozostałe 8 nagrań to inna historia,do której próbuję się dostać.Wszystko przez to,że słucham tego albumu w całości dopiero teraz po prawie 20 latach.Uwielbiam takie wycieczki w przeszłość....
      "Dont Stop Swaying" jest świetny!....


      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 14 marca 2011 13:11
  • wtorek, 01 marca 2011
    • R.E.M. - "Collapse Into Now" (2011)




      1.Discoverer
      2.All The Best
      3.Uberlin
      4.Oh My Heart
      5.It Happened Today
      6.Every Day Is Yours To Win
      7.Mine Smell Like Honey
      8.Walk It Back
      9.Alligator_Aviator_Autopilot_Antimatter
      10.That Someone Is You
      11.Me,Marlon Brando,Marlon Brando And I
      12.Blue

      Historia grupy R.E.M. zmierza pomału ku końcowi.Serce boli jeszcze bardziej w takich momentach jak ten,kiedy muzyka z piętnastego albumu okazuje się znowu niezwykłym balsamem na duszę,który z pewnością przedłuża moje życie! "Collapse Into Now" dotyka każdej komórki mojego ciała,z każdą nutą w unikalny sposób!

      R.E.M. to długodystansowcy i w zasadzie żeby zrozumieć każdy ich kolejny album warto przeniknąć choćby na chwilę do ich życia i sposobu postrzegania rzeczywistosci.
      Kiedy po gorzko przyjętym "Around The Sun" zespół postanowił ruszyć w długą trasę koncertową można było wyczytać między wersami,że chcą udowodnić (chyba bardziej sobie),że są nadal w formie i o żadnym kryzysie nie ma mowy.O tym że jednak niedobrze się działo w grupie można było dowiedzieć się kiedy ukazywał się "Accelerate".Po odpoczynku po trasie Peter Buck oświadczył przyjaciołom,że albo zabierają się za porządne nagrywanie,albo kończymy historię R.E.M.W takich okolicznościach powstała bardzo kontrowersyjna płyta trwająca 34 minuty""Accelerate",którą znowu wprowadzili w osłupienie niektórych sceptyków grupy,jak również fanów.Prasa wrzała,że to powrót do formy,ale muzycy przekornie odpowiadali,że tak tego nie odczuwają.Sam Buck otwarcie przyznawał,że na 14 albumów,tylko jeden uważa za nieudany.R.E.M. przecież zawsze kroczyli swoją drogą,robiąc rzeczy wbrew jakimkolwiek regułom.Nie oglądali się nigdy na panujące trendy i mody.I jeśli ktoś miał wątpliwości co do pracy producenta Jacknifee'a Lee na "przyspieszeniu",to na nowym "Collapse Into Now" taka myśl nie powinna się pojawić ani na chwilę!My- fani dobrze wiemy,że Jacknifee będzie produkował ich płyty dłużej,bo grupa R.E.M. jest narkotykiem dla takich producentów.W dodatku Panowie przypadli sobie bardzo do gustu i stali się wręcz nierozłączni.Wystarczy przytoczyć projekt Tired Pony gdzie sam Lee chwycił za instrumenty.Zresztą na nowym krążku Jacknifee wspomaga R.E.M. również na klawiszach...
      Uwielbiam o Nich pisać i będzie to długi wywód!Cholera,bardzo długi!Sam nawet nie wiem czy będzie to miało coś wspólnego z recenzją.Spekulacje zawsze ucinam stwierdzeniem,że ja nie pisuję recenzji...

      Pamiętam te dni oczekiwania na "Accelerate".To w zasadzie była pierwsza płyta,którą wyczekiwałem z wypiekami na twarzy w internecie.Nowe znajomości zawarte w tamtym czasie trwają do dziś i to wielka siła muzyki R.E.M.Czas pędzi niesamowicie,bo to było już trzy lata temu.I jeśli "Accelerate" ukazywał się w jakimś tam sentymentalnym tonie powrotu do lat 80-tych,to "Collapse Into Now" jest przepięknym powrotem do ukochanych lat 90-tych!Świadczy o tym nie tylko bogate instrumentarium porównywalne do krążka "Out Of Time",ale również siła czasu,bo mija przecież dokładnie 20 lat od ukazania się tego bestselerowego krążka.Oto my 20 lat później.Oto my zapadający się w "tu i teraz".Można ignorować daty,ale Panowie na pewno czują tą magię czasu!W dodatku tym albumem finalizują lukratywny kontrakt z Warnerem zawarty w 1997 roku na 80 mln dolarów.To również nie pozostaje bez echa,bo R.E.M. byli z nimi związani od 1988 roku.Kawał przecież czasu.W dobie internetu należą się im wielkie brawa za promocję tej płyty,bo dziś już chyba tak zmasowanej promocjii nikt nie urządza.W dodatku kopia była bardzo chroniona przez otoczenie R.E.M.,bo w zasadzie słyszeliśmy tylko to,co zespół sam chciał nam pokazać.Dziś często i gęsto słuchamy całe płyty przed premierami i to w zasadzie bez wiedzy samych artystów.Z drugiej strony rynek jest bezlitosny i i dziś już raczej artyści wiedzą o tym,że sprzedaż muzyki przeniosła sie do internetu.Zresztą tak samo jak promocja czy marketing.Zwał jak zwał...
      O tym,że R.E.M. nagrywają album wiedzieliśmy od ponad roku.Nie spieszyli się tym razem.Odwiedzali studia w Berlinie,Nashvile i ukochanym  Nowym Orleanie.Ukazywały się nawet filmiki ze studia kręcone przez Stipe'a.Ale wszystkie oczekiwane dreszcze pojawiły się na karku kiedy objawiła się data ukazania albumu oraz jej pierwszy zwiastun pod postacią "Discoverer".Chwilę potem znaliśmy juz tytuły wszystkich dwunastu pieśni.Dziś znam już całą zawartość "Collapse Into Now",więc zapadam się w "teraz"!!!.Jak mówił Dominik:"czas na długie Collapse into Fotel" :)

      Uświadomiłem sobie,że jednak cały rynek muzyczny wylądował w internecie i trzeba przejść nad tym do porządku dziennego.Planowałem wyczekać premiery,ale wszystko na nic.Tak więc pierwsze przesłuchanie spędziłem  w sieci ze słuchawkami na uszach.Pełen emocji z ciśnieniem krwi odbiegającym wielce od normy.Przy "Marlon Brando" emocje sięgnęły szczytu i popłynęły łzy...
      "Discoverer" to idealny opener albumu i na pewno świetnie kiedyś otworzy koncert! Kiedy go słucham czuję te same emocje,które towarzyszyły mi podczas "Finest Worksong" w 2003 roku na Torwarze! Trzeba sobie również uświadomić to,że w każdym nowym nagraniu R.E.M. usłyszeć można co najmniej 2 inne,starsze dzieła.I tak "Discoverer" przypomina również "Turn You Inside-Out".Ten sam feeling i ta sama wibrująca gitara Bucka.Pulsujący bass na początku Millsa wraz z jego urokliwym i rytmicznym palcem uderzającym w pianino.Brawurowa konstrukcja.Typowe,rockowe R.E.M. Do tego dochodzi Stipe,który w unikalny sposób artykuluje i interpretuje swój tekst.Chyba również po raz pierwszy przyznaje,że jest to autobiograficzna piosenka.W dodatku dodaje,że przez to właśnie jest to bardzo unikatowa kompozycja w katalogu R.E.M!.Wczesniej przecież zarzekał się,że nie pisze o sobie!Takie można odnieść wrażenie,że cały album jest miejscami wielce osobistą wypowiedzią 51 letniego artysty Stipe'a."All the Best" jest po prostu "the best".Świetna rockowa,wielka rzecz,która brzmi jakby była wyjęta z "Accelerate",ale ma w sobie mnóstwo niezwykle zapętlonej przestrzeni!Dynamiczna,rytmiczna,wspaniała.Ma ona wszystko to za co kocham ten zespół.Przypominam,że Panowie mają już ponad 50 lat i nadal potrafią z taką niesamowitą energią grać i tworzyć.Za to choćby należy im się wielki ukłon.Wspaniałe,rockowe nagrania na początek,to sprawdzona recepta na udaną płytę.Gdy pod "trójką" wybrzmiewa "Uberlin" nie mam wątpliwości,że obcuję z najważniejszą obecnie płytą w moim życiu."Uberlin" przyprawia mnie o dreszcze za każdym razem kiedy go słucham.Słychać zagrywkę jednego akordu z "Drive",ale to jedyne skojarzenie.No i może jeszcze taka mała refleksja,że pasowałby do tych przepięknych kompozycji z "Reveal".Czuję te same emocje,które pojawiały się kiedy obcowałem w 2004 roku z "Electron Blue".Tutaj wreszcie Michael Stipe śpiewa swym pięknym,poruszającym głosem,a kiedy w refrenie klawisze malują niezwykły nastrój chwili,jestem w siódmym niebie.Tekst jest po prostu wspaniały.Umiejscowiony w Berlinie,ale przecież każdy ma swoje miejsce na ziemi,każdy gdzieś biegnie i goni w tym naszym krótkim życiu."I wiil make it through the day and then the day becomes the night.I will make it through the night".Takich wspaniałych momentów zawsze wyczekuję na płytach R.E.M.Rzecz wręcz epkowa dla mnie.Jak to ktoś określił,chce się kogoś wtedy przytulić!Ta pieśń zatrzymuje czas i pozwala podróżować w czasie.Cokolwiek to znaczy!Nie inaczej jest z następnym dziełem "Oh My Heart",który opowiada o tym samym człowieku co w  nagraniu "Houston".Tutaj ten sam bohater wraca do miasta starganego przez huragan,ale tym razem jest pełen nadziei i wiary w przyszłość.Kiedy pojawia się harmonia w momencie "I came home to the city half erased" znowu jestem naszpikowany dreszczami.Pojawia się również klasyczna mandolina Bucka,ta sama która 20 lat temu wylansowała "Losing My Religion"!Przywołuje mi  również na myśl cudowny "You Are The Everything" z "Green".Nie można oprzeć się wrażeniu,że jest to bardzo autobiograficzna piosenka,choć powtarzam Stipe zarzekał się zawsze,że takich tekstów nie pisze.W końcu w jego słowach jest nadzieja.Miałem wielką porśbę po "Accelerate",żeby wreszcie zaprzestał pisać o polityce.Na szczęście zmienił się rząd w USA i jak widać członkowie R.E.M. są bardziej spokojni duchowo.To bardzo życiowa płyta.Niczym "Automatic For The People".Zresztą wybrali wspaniały tytuł na ten krążek.Tytuł wymyśliła sama Patti Smith,która od lat przyjaźni się ze Stipe'em.Ona też pojawi się na samym końcu,ale o tym za chwilkę.Po tych czterech nagraniach mam wrażenie,że obcuję z wielką płytą.Cztery świetne kompozycje na początek!Cztery wgniatające momenty!"It Happened Today",to na pierwszy rzut oka dość przeciętna piosenka.Dziś jednak nie wyobrażam sobie tej płyty bez niej.Może obecność Eddiego Veddera jest zbyt mało wyrazista,ale nagranie jest w zamierzeniu trochę w stylu jego solowego albumu "Into The Wild".Zresztą Vedder jest jednym z tych fanów R.E.M.,który uwielbia ich od debiutanckego "Murmur".Nie kto inny tylko sam Vedder uświetnił wspaniałą przemową galę podczas wprowadzenia R.E.M. do Rock N' Roll Hall Of Fame.I tak kiedy Pearl Jam koncertowali w Berlinie,w tym czasie R.E.M. nagrywali materiał na "Collapse Into Now".Zaowocowało to pewnie niezłą imprezą oraz właśnie udziałem Eddiego w "It Happened Today".Ograniczył się właściwie tylko do kilku nut głośnego "piania" wraz ze Stipem i Joelem Gibb. Ci bardziej złośliwsi pisali na forach,że Eddie tym samym powinien zrewanżować się Michaelowi na nowym albumie Pearl Jam.Tym sposobem czy innym piosenka kojarzy mi się trochę z "Belong" z "Out Of Time".Udostępniono również do ściągnięcia pliki ze ścieżkami każdego instrumentu i można było samemu sobie zaaranżować ten utwór.Ja się nie podjąłem tego zadania.Posłuchałem kilku miksów fanowskich i stwierdziłem,że Jacknifee zrobił wspaniałą robotę i zna się na tych rzeczach niemal perfekcyjnie!Akustyczny moment płyty zwieńcza zadumana  kołysanka "Every Day Is Yours To Win".Zatopiona w pogłosach,echach...Kołysze nie tylko muzycznie,ale i kołysze myślami kiedy docierają do nas znowu mocne słowa Michaela.Ta pieśń uśmiecha się od samego początku do Nas.Jednocześnie ma w sobie ukryte drugie dno piękna!Warto tam dotrzeć!Na półmetku albumu ma się wrażenie,że zespół z 30 letnim stażem chce zaspokoić każdego fana ich twórczość,którzy zetkneli się z  R.E.M. na przestrzeni ostatnich powiedzmy 20 lat.Ja przez te 6 nagrań jestem wybitnie zaspokojony i może też dlatego "Mine Smell Like Honey" już mnie tak nie drażni.Wiem,że niektórym bardzo się podoba ten utwór,mnie jednak najbardziej ujmuje ten "bridge" po dwóch refrenach i głównie na niego czekam w tym nagraniu."Walk It Back" powstał pewnej upojnej nocy z przyjaciółmi.Dzień później zarejestrowali go.Nie byli do końca zadowoleni z efektów swej pracy.Nie potrafili jednak nagrać lepiej tego utworu  i została pierwotna wersja.Ballada w stylu "Make It All Ok" z "Around The Sun",ale ja jestem zadowolony,bo przecież to mój ulubiony album R.E.M.Zaczyna się od fortepianu,gitary i słów "Walk It Back".Subtelnie,pięknie i trochę ckliwie,ale takiego R.E.M. również mi brakowało.Michael pięknie i wzruszająco tutaj śpiewa."Alligator,Aviator,Autopilot,Animatter",to punkowa energia i świetny riff Bucka.Gościnnie udziela się Peaches w bardzo satyskacjonującym tonie!Bucka wspomaga gitarzysta Patti-Lanny i słychać wreszcie jakąs dawno niespotykaną przesrzeń w rockowym numerze R.E.M.Wyśmienity utwór!Wypierdala w kosmos!"That Someone Is You" trwa tylko 1:41.I chyba dobrze,bo za bardzo nie przepadam za nim.Pojawia się Sharon Stone,Al Pacino i to jest zapowiedź kolejnej gwiazdy w kolejnym epokowym nagraniu "Me,Marlon Brando,Marlon Brando And I".Cudowna mandolina,głębokie klawisze i anielski głos Stipe'a.Początek mnie wręcz zmiażdżył.Boże,On tak dawno przejmująco nie śpiewał!Czuję się naprawdę kimś wyjątkowym mogąc zgłębiać niezwykłe piękno zawarte w tej perle.Nie będzie też nic z przesady jeśli powiem,że absolutnym arcydziełem jest właśnie zakończenie "Collapse Into Now".Dwa zamykające płytę utwory sprawiły,że się po prostu popłakałem.Michael Stipe nigdy nie był tak szczery jak w nagraniu "Blue".Tym razem nie śpiewa,ale mówi.Mówi z taką nieopisaną siłą i szczerością!Towarzyszy mu przyjaciółka Patti Smith,która również niezwykle przejmująco śpiewa."Cinderella boy...".Dreszcze!!!To wielkie wyznanie artysty,które mnie trochę przeraża.Samo nagranie jest zbudowane na pogłosach gitarowych wraz z klasycznym brzmieniem gitary akustycznej.Ma wymiar nie z tego świata i nie jest to tylko fanowskie czcze gadanie.Słyszę tutaj echa "Coutry Feedback".Tego dzieła należy uważnie słuchać z tekstem przed oczyma.Słowa tutaj zabiją każdego fana R.E.M.!!!W tym prawie 6-minutowym nagraniu zawarta jest jedna ważna myśl na temat tej płyty i R.E.M. Mam nadzieję,że wszyscy ją odczytają,bo to klucz do ukochania tego krążka!Na samym końcu powraca również "Discoverer" i można odnieść wrażenie,że to koncept album.To nie tylko puste nuty,czy jak mawiają sami muzycy,najlepsze piosenki jakie mieli do nagrania.To w moim odczuciu przepiękna wiadomość od R.E.M. z wielkim podziękowaniem dla fanów za te wszystkie lata spędzone z Nimi!To jest nieoceniona wartość tej płyty.Bez tego każda recenzja tego albumu dla mnie jest pomyłką i niezrozumieniem tematu.Oczywiście można oceniać zawartość track by track i snuć wielowarstwowe domysły,skojarzenia i zestawiać epitety wraz z porównaniami.Ja jednak z dumą powtarzam moje motto muzyczne,że fani zawsze mają rację.Dlatego również po to jest ta moja strona.To najważniejsze,muzyczne 40 minut mojego życia obecnie i niech trwa póki co w nieskończoność!

      Wszystkich fanów i nie fanów jak najbardziej zachęcam do podzielenia się tutaj swoimi emocjami.Życzę wielkich muzycznych uniesień podczas słuchania "Collapse Into Now".Niezwykłą celebracją będzie moment kiedy dotrze do mnie ten krążek.Niektórzy pobiegną do sklepów już 4 marca.Widzę oczami wyobraźni Arka pędzącego do Media Marktu.Widzę Beatkę,która wzrusza się przy każdej subtelnej nucie wyśpiewanej przez Michaela...
      To moje pierwsze przemyślenia i już cieszę się na rozmowę z Wami!!!

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 marca 2011 23:40

Autorzy

Kanał informacyjny