Subiektywne Recenzje

  • poniedziałek, 20 lipca 2009
    • Chuck Mangione - "Children Of Sanchez" (1978)




      Disc 1:

      1.Children Of Sanchez
      2.Lullabye
      3.Fanfare
      4.Pilgrimage (part 1)
      5.Pilgrimage (part 2)
      6.Consuelo's Love Theme

      Disc 2:

      1.Hot Consuelo
      2.Death Scene
      3.Market Place
      4.Echano
      5.Bellavia
      6.Lullabye
      7.Medley
      8.B'Bye
      9.Children Of Sanchez Finale

      On:Co dziś robisz?
      Ja:Pewnie nic...będę ślęczał przy monitorze
      Ja:A co może jakieś piwko?
      On:Coś takiego chodzi mi po głowie

      I tym sposobem po latach znowu wylądowałem u Pana Leśniczego z którym spędza się niesamowicie miło czas a na dodatek ma świetny gust muzyczny i sporą kolekcję czarnych winyli.To on kilka lat temu zaszczepił mi Pata Methenego.To on zarażał swoją sympatię do Chuck'a Mangione.Niezapomniane imprezy!Zycie pisze niespodziewane scenariusze i upłynęło trochę czasu zanim poraz kolejny nasze drogi się spotkały.Dziś jego czarne winyle zabezpieczone by 2 letni syn ich nie poniszczył.A na sobotniej muzyka leciała już z laptopa.Najważniejsze jednak to to,że znowu było dużo trunku i sporo fajnej rozmowy.Jak za dawnych lat!Pobrzmiewali Marillion,Peter Gabriel,Frankie Goes To Hollywood i oczywiście Chuck Mangione i klasyczna już płyta "Children Of Sanchez".Właściwie o samej płycie nie napiszę dużo poza tym,że główny temat przewija się przez cały album i każdy ważny fragment nagrania "Children Of Sanchez" jest rozebrany na czynniki pierwsze.Zeby ogarnąć cały album potrzeba sporo skupienia i wytrwałośći.To niesamowita uczta szczególnie dla tych co uwielbiają brzmienie tej trąbki.
      W niedziele rano na kacyku próbowałem zmierzyć się z tym albumem,ale nie poszło.Za chwilę przyszedł sms,że zostawiłem czapkę i tym sposobem wylądowałem na leczeniu w pobliskim lokalu.I tak weekend minął pod lekkim wpływem,ale nie tylko alkoholu.A Chuck Mangione od dwóch dni pogrywa u mnie i nie mogę się od niego oderwać.

      Ps:Misja portalu NK naprawdę spełnia misję:).Artur mam nadzieję,że nie zabijesz mnie za ten wpis.Nie wspominałem wszak,że biegałeś za kurami po lesie...Opsss:)

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 20 lipca 2009 21:10
  • poniedziałek, 06 lipca 2009
    • Michael Jackson - "Thriller" (1982)




      1.Wanna Be Startin' Something
      2.Be Mine
      3.The Girl Is Mine (with Paul McCartney)
      4.Thriller
      5.Beat It
      6.Billy Jean
      7.Human Nature
      8.P.Y.T.(Pretty Young Thing)
      9.The Lady In My Life

      Już jutro będziemy świadkami,twórcami i uczestnikami historii.Pogrzeb ostatniego artysty,który wzbudzał wśród swych fanów odczucia wręcz pozaziemskie.Takich artystów już nie ma,bo czasy zmieniły się bezpowrotnie.
      Dumny jestem,że swoim dzieciom i młodszym pokoleniom będę mógł opowiadać o Michaelu Jacksonie z doświadczenia.
      Sprzedaż płyt Michaela przeżywa renesans.Dziś już jestem pewien,że nikt nie będzie w stanie przewyższyć ilości sprzedanych płyt Jacksona.Myślę,że nikt nie pobije ilości nakładu "Thrillera" który rozszedł się już w 100 mln.egz.Fakt,inne mamy czasy i sprzedaż płyt z roku na rok spada.Ale to nie ma teraz znaczenia.Michael Jackson dawał radość setkom milionom ludzi na całym świecie.Na jego pogrzebie myślę to zobaczymy...
      Trochę o muzyce z "Thrillera"."Billy Jean" i "Beat It",to kompozycje samego "Króla".To zdanie dla sceptyków talentu Jacksona!W tym drugim słynną solówkę zagrał...My to już wiemy,ktoś rzeknie.Michael Jackson przez lata potrafił zebrać wokół siebie samych najznakomitszych twórców i artystów.Mój ukochany "Human Nature" napisał Steve Porcaro z Toto!To się słyszy.Fantastyczna pieść,którą wykonał nawet Miles Davis.Cóż ja będę więcej pisał o tej płycie.9 idealnych piosenek,które odkrywam cały czas na nowo choć znam je 20 lat.Chyba dziś najwięcej kręci mnie tytułowy "Thriller".Cudowny jest również duet z Paulem McCartneyem o którym już pisałem przy okazji "Off The Wall"."The Lady In My Life",to majstersztyk gatunku!
      Dziś w rodzinnym domu znalazłem pirackie kasety Michaela Jacksona.Dużo wspomnień.Myśl,że ten człowiek już nie żyje po prostu mnie smuci.Bo żadna śmierć nie powinna wzbudzać inne emocje.Jutro smutny dzień dla milionów fanów...


      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 06 lipca 2009 20:07
  • sobota, 04 lipca 2009
    • Michael Jackson - "Off The Wall" (1979)




      1.Don't Stop "Til You Get Enough
      2.Rock With You
      3.Workin' Day And Night
      4.Get On The Floor
      5.Off The Wall
      6.Girlfriend
      7.She's Out Of My Life
      8.I Can't Help It
      9.It's The Falling In Love
      10.Burn This Disco Out

      Nie byłbym szczery z własnym sumieniem gdybym nie napisał o albumach,które słucham bez przerwy od tygodnia.Z takiego założenia wychodziłem tworząc swoją stronę.Smierć Michael Jacksona zachwiała moim muzycznym światem do tego stopnia,że nie potrafię niczego innego słuchać.A nowe płyty wciąż pocztą przychodzą.We wtorek odbędzie się pogrzeb Króla Popu naszych czasów.Dziś skromnie napiszę o jego pierwszej,dorosłej płycie "Off The Wall".Kiedy dotarła do mnie ta smutna wiadomość w pierwszym,bezwarunkowym odruchu sięgnąłem po właśnie ten album.W pierwszej kolejności zaś po pieśń "She's Out Of My Life".W moim odczuciu najpiękniejsza w całym jego dorobku.Mnie osobiście kojarzy się z koncertem z Bukaresztu,który jeszcze na kasecie wideo katowałem w dzieciństwie.I cały czas gnębi mnie ta myśl,że Michael Jackson fantastycznie wyglądał jako czarnoskóry człowiek.I chcę wierzyć w to,że jego zmiana koloru skóry,to wynik jedynie choroby.Ale nic,wróćmy do muzyki.Ta muzyka jest unikatowa choćby ze względu na to,że na żadnej późniejszej płycie nie słyszeliśmy tyle fantastycznego "feelingu",soulu,funk,jazzu.Tyle fantastycznych "dęciaków" i kołyszących rytmów  charakterystycznych w USA w latach 70-tych.Quincy Jones wziął go pod skrzydła i ta współpraca zaowocowała niezwykłym,komercyjnym sukcesem.Złośliwi często Jacksona uznawali bardziej jako odtwórcę niż twórcę.Trzeba jednak zauważyć,że na tym albumie 3 kawałki wyszły spod pióra samego Michaela,a na późniejszych płytach kompozycji Jacksona jest o wiele więcej.Na "Off The Wall" znalazły się kompozycje min.Steviego Wondera,Paula McCartneya oraz Roda Tempertona.Z całej płyty uwielbiam klimat "Rock With You" i tytułowy "Off The Wall".Często zaczynam słuchać tej płyty od tych dwóch kawałków."I Can't Help It" ponadczasowy,bo nieraz był już coverowany przez innych artystów."Girlfriend" napisał słynny The Beatles.Panowie zaprzyjaźnili się na tyle mocno,że potem na "Thrillerze" wykonali duet "The Girl Is Mine".Przyjaźń miała się zakończyć kiedy to Jackson przelicytował McCartneya i wykupił prawa do sporej części nagrań The Beatles.Ale to inna już historia...
      "Off The Wall",to nie tylko już album pop.To chyba najbardziej wymagająca płyta Michaela Jacksona.I zarazem pełna ukrytych dźwięków,które na nowo teraz odkrywam.Może na tej płycie widać najszczerszego,prawdziwego Michaela Jacksona.Jeszcze nie tak strutego przez pieniądze i sukces.Chyba tak...20 mln sprzedanych egzemplarzy,ale o tych liczbach należy zapomnieć,bo sprzedaż albumów Michaela siłą rzeczy przeżywa renesans.I bardzo dobrze!

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      sobota, 04 lipca 2009 12:25

Autorzy

Kanał informacyjny