Subiektywne Recenzje

  • niedziela, 31 sierpnia 2014
    • Counting Crows - "Somewhere Under Wonderland" (2014)

       

       

      1.Palisadale Park

      2.Earthquake Driver

      3.Dislocation

      4.God Of Ocean Tides

      5.Scarecrow

      6.Elvis Went To Hollywood

      7.Cover Up The Sun

      8.John Appleseed's Lament

      9.Possibility Days

       

      Z mojego punktu widzenia (a raczej słyszenia), to najgorszy album Counting Crows w ich karierze i choć daleki jestem od tego typu szczerości, to tym razem mam świadomość o małej szkodliwości czynu. Jednocześnie przyznam się, że nie potrafię opisać radości, kiedy słyszę jak Adam Duritz śpiewa słowo "dislocation"! Nie potrafię opisać swych wrażeń, kiedy wybrzmiewa ta piękna rzecz o tytule "Possibility Days". Nie potrafię opisać swego zadowolenia z długiego "Palisadale Park", który zaczyna się tą znajomą trąbką. Jest coś nadzwyczaj zwyczajnego w "God Of Ocean Tides" i nie potrafię napisać co. Reszta niewymienionych nagrań, spowita klimatem country jest po prostu nudna i mam nadzieję, że to stwierdzenie jest również naznaczone małą szkodliwością czynu.

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      niedziela, 31 sierpnia 2014 13:26
  • czwartek, 28 sierpnia 2014
    • Interpol - "El Pintor" (2014)

       

       

      1.All The Rage Back Home

      2.My Desire

      3.Anywhere

      4.Same Town, New Story

      5.My Blue Supreme

      6.Everything Is Wrong

      7.Breaker 1

      8.Ancient Ways

      9.Tidal Wave

      10.Twice As Hard

       

      Zbyt długo czekałem na nowy album Interpol, by w tej chwili zgłębiać  wady poprzednika  czy też ponownie zagłębiać się w oczywiste zalety "Turn On The Bright Lights" i "Antics". Zbyt długo kazali czekać na nowe nagrania, bym teraz musiał tłumaczyć się dlaczego nie potrafię zanucić ani jednej nuty  z "Our Love To Admire". Zbyt długo poddawali próbie cierpliwość, by teraz brnąć w ślepe zaułki słabszych momentów "El Pintor", które jednocześnie nie dają poczucia jakiegoś zbłądzenia. A że lepiej być nie mogło, to nie jest źle. Czasem bywa nawet wyjątkowo dobrze, a momentami wręcz wyśmienicie! Stawiam małe wykrzykniki przy tych mnogich dźwiękach gitar w "My Desire". Stawiam małe wykrzykniki przy "Tidal Wave", który kojarzy mi się z pewnym numerem z debiutu The Killers. Przy pierwszym przesłuchaniu, to był mój ulubiony fragment "El Pintor". Stawiam małe wykrzykniki przy singlowym, chwytliwym, rozpoznawalnym "All The Rage Back Home". Stawiam małe wykrzykniki przy dynamicznym i satysfakcjonującym "Anywhere". Stawiam małe wykrzykniki przy "Same Town, New Story", bo tytuł doskonale charakteryzuje sam utwór. Stawiam małe wykrzykniki przy tym intrygującym rytmie w " My Blue Supreme", który czyni z utworu jeden z moich ulubionych fragmentów płyty. Stawiam małe wykrzykniki przy "Twice As Hard". Sami usłyszycie dlaczego! Tyle ode mnie. Premiera 8 września! 

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 sierpnia 2014 10:40
  • piątek, 22 sierpnia 2014
    • R.E.M. - "Chronic Town" (1982)

       

       

      1.Wolwes Lower

      2.Gardening At Night

      3.Carnival Of Sorts (Box Cars)

      4.1.000.000

      5.Stumble


      Tkwisz z tym miarowym oddechem, a migotanie przedsionków częściej niż zwykle nie oszczędza serca. Starasz się o wysublimowany smak życia, a częściej niż zwykle z każdym większym kęsem smakujesz goryczy. Doskwiera czasem ta odrobina niedowagi błogiego jestestwa. Doskwiera czasem ten nadmiar niedorzecznej ingerencji w prostotę istnienia, więc uczucia coraz częściej przybierają kolor sztucznie żywionego łososia. Spojrzenie niczym przekwitła pelargonia. Tętnica, aorta, orbita, ironia. Tchawica, obojczyk, osocze, agonia ...

      To miejsce powstało, bo był sobie taki zespół jak R.E.M. To miejsce istnieje nadal, bo przez długie lata pieczołowicie pełnili funkcję architektów moich wnętrz. Myślałem, że napisałem o nich już wszystko, ale na szczęście (albo nie) od myślenia do rzeczywistości bywa czasem daleka droga.

      W moim odczuciu piosenki z "Chronic Town" nic się nie zestarzały, a obecny archaizm można jedynie odnieść do sposobu w jaki zostały zarejestrowane. Do dziś rozrywa mnie ta dynamika z "Carnival of Sorts" i "1.000.000". Do dziś dla mnie "Wolwes Lower" jest swoistą wizytówką indie rocka, choć wtedy jeszcze inaczej definiowanego. Może i "Murmur" uchodzi za klasyk w dorobku R.E.M., ale tak naprawdę to jednak ta EP-ka definiuje to, jakim ten zespół był na początku kariery. 

      Był sobie więc Peter Buck, który braki w wirtuozerii i kunszcie nadrabiał szybką ręką, zwinnym układem chwytów oraz specyficzną synchronizacją ruchu gitary z ciałem, przepełnionym młodzieńczą witalnością. Był sobie więc Mike Mills, który pod osłoną urody i wdzięku kujona skrywał talent multiinstrumentalisty. Swymi umiejętnościami mógł wprowadzić w zakłopotanie niejedną ikonę rocka. Był sobie więc Bill Berry. Przystojniak, o brwiach zapraszających niewiasty do tańca w rytm swoich soczystych bębnów. Był sobie wreszcie Michael Stipe. Wirując przy statywie przełamywał mity o swojej nieśmiałości i melancholijnym przysposobieniu. Mamrocząc przez mikrofon ukrywał swe zdolności do umiejętnego i wnikliwego opisywania otaczającej nas ułomności świata i ludzi... Jest więc Daniel Kaszuba, który póki posiada spore jeszcze pokłady uwielbienia dla tych Panów, będzie nieść dobrą wieść o R.E.M. w tej szerokości geograficznej internetu. Jedyną rzeczą wartą poszukiwań jest to, co znajdziesz w sobie...


      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      piątek, 22 sierpnia 2014 16:49

Autorzy

Kanał informacyjny