Subiektywne Recenzje

  • sobota, 29 września 2012
    • R.E.M. - "Document - 25th Anniversary Special Edition" (2012)

       

       

      TABLE OF CONTENT

       

      1.Finest Worksong

      2.Welcome To The Occupation

      3.Exhuming McCarthy

      4.Disturbance At the Heron House

      5.Strange

      6.It's The End Of The World As We Know It

         (And I Feel Fine)

      7.The One I Love

      8.Fireplace

      9.Lightnin' Hopkins

      10.King Of Birds

      11.Oddfellows Local 151

       

      LIVE AT MUZIEKCENTRUM VREDENBURG

      Utrecht Holland 9/14/87

       

      1.Finest Worksong

      2.These Days

      3.Lightnin' Hopkins

      4.Welcome To The Occupation

      5.Driver8

      6.Feeling Gravitys Pull

      7.I Believe

      8.The One I Love

      9.Exhuming McCarthy

      10.Wolves, Lower

      11.Fall On Me

      12.Just a Touch

      13.Oddfellows Local 151

      14.Little America

      15.It's The End Of The World As We Know It

      16.Begin The Begin

      17.Disturbance At the Heron House

      18.Moral Kiosk

      19.Life And How To Live It

      20.So. Central Rain

       

      Czasem tak się zdarza, że o wiele więcej czasu zajmuje mi pisanie tytułów zawartości wydawnictwa niż sam tekst. Tak będzie i tym razem. Może dlatego, że pisałem wcześniej o "Document"? A może dlatego, że przez długie lata "Document" był dla mnie taką trochę czarną owcą dyskografii R.E.M.? Może dlatego teraz cenię ten album najbardziej ze wszystkich? To co dla nas w latach 80-tych było podłogą, dla reszty świata było sufitem. Pewnie dlatego dla większości ludzi tutaj w Polsce ten album nic nie znaczy? Gwarantuję, że R.E.M. tym albumem przecierali szlak muzyce alternatywnej. Szlak spowity mgłą syntezatorowego chłamu. Zresztą, po co te pierdolenie? Macie swoje "Shiny Happy People" ... F I R E !!!

      Zgrabne pudełko pełne fantów. Mega plakat na którym Stipe wygląda tak, że ho ho ;) Cztery fotografie muzyków. Na jednym z nich Stipe, który wygląda tak, że ho ho ;). Znam kobiety, które kochają go miłością seksualną ;). Muszę wspomnieć jeszcze o drugim dysku z koncertem. Cóż, oto R.E.M. live! Trochę kłamstw, trochę serca, trochę prawdy, trochę śmieci. Wszystko to, co pasjonujące w tej legendzie rocka!

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      sobota, 29 września 2012 09:58
  • poniedziałek, 17 września 2012
    • Kings Of Leon - "Only By The Night" (2008)

       

       

      1.Closer

      2.Crawl

      3.Sex On Fire

      4.Use Somebody

      5.Manhattan

      6.Reverly

      7.17

      8.Notion

      9.I Want You

      10.Be Somebody

      11.Cold Desert

       

      Niezwykle skutecznie udawało mi się ignorować Kings Of Leon przez ostatnie cztery lata. Złamałem się za jedyne 20 zł i  od kilku dni obscenicznie nadużywam albumu "Only By The Night". 

      Geneza zdarzenia zdaje się być wyjątkowo sympatyczna. Salon empik traktuję już raczej jak muzeum. Niemniej jednak tego dnia porwaliśmy  do kasy płytę Sade. Jak się okazało była ona w strefie dość dziwnej promocji z której wynikało, że dwie płyty dostajesz w cenie jednej. Nie było to jednak dla mnie  zbyt oczywiste i Pani zza kasy doradziła, że warto dobrać jeszcze jedną sztukę. "Proszę się spieszyć, bo mam już nabite na kasie..." . No to się tak pospieszyłem, że drapnąłem Kings Of Leon za które normalnie zapłaciłbym 60 zł (haha). Aha, przy zakupie płyty z promocji za następną płacisz taką samą cenę bez względu na jej wartość. Wszystko za 19,90. Tak to leciało...

      Kings Of Leon. W drodze do auta myślałem sobie: "Boże, nie miałeś co wybrać?!" Wszystkie takowe myśli szybko rozwiały się kiedy włączyliśmy album w aucie. "Closer" - pomyślałem, że jest dobrze! Niby znałem przeboje "Sex On Fire" czy "Use Somebody", ale tego dnia odkryłem je na nowo. "Notion" chyba lubię najbardziej z całego zestawu. Może przypomina trochę "Pure Morning" Placebo, ale to nie jest zarzut wszak cała ta płyta brzmi jakby spotkali się na jednej sesji muzycy Coldplay i Placebo właśnie. Przesadziłem? Możliwe, ale cokolwiek by się nie mówiło o Kings Of Leon trzeba przyznać, że Caleb ma niesamowity, unikalny głos. Przez lata mnie irytował, dziś akceptuję i podziwiam. 

      Wnikliwszymi spostrzeżeniami na temat ich płyt z pewnością podzielę się w niedalekiej przyszłości. Gdzie zaprowadzi mnie to małe zauroczenie i ile czasu będzie trwało, tego nie wiem. Pewne jest to, że póki co jest mi dobrze. 

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 września 2012 09:25
  • sobota, 08 września 2012
    • AC/DC - "The Razor's Edge" (1990)

       

       

      1.Thunderstruck

      2.Fire Your Guns

      3.Moneytalks

      4.The Razor's Edge

      5.Mistress For Christmas

      6.Rock Your Heart Out

      7.Are You Ready?

      8.Got You By The Balls

      9.Shot Of Love

      10.Let's Make It

      11.Goodbye And Good Riddance To Bad Luck

      12.If You Dare

       

      Numerologia. Numerologia w tonie sentymentalnym. W 1990 roku miałem 10 lat. Mam 32 lata, a ten krążek  premierę miał właśnie 32 lata temu...

      (Ps: Nie poprawiam błędnej matematyki, bo ma to swój urok. Pisanie w hipnozie ma swoje złe i dobre strony ;)

      Od kilkunastu dni tak sobie właśnie z kumplem jeździmy do pracy w rytm tych energetycznych piosenek. Kurcze, to całe moje dzieciństwo. Jedna z pierwszych kaset magnetofonowych jakie ukochany tato zakupił synowi u którego wywęszył spore zainteresowanie tym całym bałaganem muzycznym. Pamiętam bardzo dobrze, że jego świętej pamięci brat był sporym fanem AC/CD! Geny, geny. Oby te gorsze ominęły mnie szerokim łukiem. Ehh, ale to nie o tym miało być. Przytoczę znowu nadużywane przeze mnie zdanie. Znam każdą nutę, riff i pisk z tego albumu. Wszystko to miarowo pulsuje w moim krwioobiegu! Dreszcze na karku, podniesione ciśnienie. Uwielbiam wracać w te miejsca gdzie wszystko było takie bezproblemowe i beztroskie. "Thunderstuck" pamiętam z tego niezapomnianego teledysku gdzie łysy perkusista napędzał całą tą wspaniałą machinę! Tytułowy "The Razor's Edge" do dziś odbieram jako dzieło niemal epokowe. Zresztą dla mnie tutaj wszystko jest idealne! "Rock Your Heart Out" po prostu napierdala aż miło. (przepraszam za wyrażenie). "Are You Ready?" - hoho, moja piracka kaseta zaczynała się od tego kawałka. Komu zależało na układaniu swojej kolejności piosenek w latach 90-tych? Nie pojmę tego. Niemniej jednak wspominam to z uśmiechem na twarzy...

      Jak dobrze, że za godzinę znowu zabrzmi w aucie...:)

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      sobota, 08 września 2012 11:33

Autorzy

Kanał informacyjny