Subiektywne Recenzje

  • sobota, 30 października 2010
    • .....


      Wszystkim co zaglądają tu cyklicznie chciałbym podziękować za wszystko dotychczas!!!

      Z przyczyn osobistych nie będę umieszczał tu wpisów przez jakiś czas,bo wszystko w jednej chwili straciło sens.

      Sam obecnie nie znam odpowiedzi na wiele pytań,które robią mi w głowie chaos.

      Pozdrawiam i do zobaczenia ...

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      sobota, 30 października 2010 10:29
  • środa, 27 października 2010
    • Lizz Wright - "Salt" (2003)




      1. Open Your Eyes, You Can Fly
      2. Salt
      3. Afro Blue
      4. Soon As I Get Home
      5. Walk With Me, Lord
      6. Eternity
      7. Goodbye
      8. Vocalise/End Of The Line
      9. Fire
      10. Blue Rose
      11. Lead The Way
      12. Silence

      Jestem muzycznie zaprogramowany na cztery pory roku.Jesień dla mnie zawsze płynie w klimacie muzyki smooth-jazzowej.Tegoroczna jesień należy do Lizz Wright!
      Dziś śmiało mawiam,że Lizz Wright zastąpiła mi Sade,która wydaje płyty co dziesięć lat.A kiedy trafi jej się słaby album jak "Soldier Of Love",to pustą lukę podświadomie czy świadomie trzeba kimś zastąpić.Oczywiście wszystkie części "Smooth Jazz Cafe" Pana Marka również częściej lądują w odtwarzaczu.Tam też wszak odnaleźliśmy Lizz Wright!Niezwykle sympatyczną i utalentowaną artystkę z Ameryki.A że wszystko toczy się tu wokół stanu Georgia nie dziwi mnie fakt,że Lizz trafiła tak mocno w moje serce.Stevie Wonder w żeńskiej powłoce.Tak zwykło się mówić o Lizz.Ciepły głos i nieziemska lekkość wydobywających się dźwięków z jej ust.Jazz,soul,blues.To wszystko jest na debiutanckiej płycie.Cudowne pieśni o miłości,które odkrywają wszystkie prawdy o naszej uczuciowości.Kiedy Lizz śpiewa,to ja wierzę w każde jej słowo.Cały festiwal niezwykle poruszających dźwięków zaczyna się od "Soon As I Get Home".Potem mój ukochany "Eternity",który wprawia mnie w ten jedyny w swoim rodzaju nastrój.Czasem mam pragnienie nie wydostawać się już z niego!Właściwie każdy kolejny utwór tnie i bombarduje dreszczami.To "Goodbye" oraz przepiękny "Vocalise/End of The Line"."Przestań ukrywać swoje oczy przede mną" śpiewa w "Fire".Opadam zawsze na ziemię przy tej perełce.Końcówka was znokautuje!Kiedy człowiek myśli,że piękniejszej nuty na płycie już nie może być,wybrzmiewa "Blue Rose".Jedna z tych pieśni,które zostają na całe życie w sercu!"Maybe she's just a morning glory lost in a tangle of vine..."
      Miałem ostatnio pragnienie wybrać się na jej koncert we Wrocławiu.Plany pękły jak bańka mydlana.Życie...Pozostają jednak nadal marzenia,które niespełnione mają magię podczas słuchania płyt Lizz Wright!

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      środa, 27 października 2010 10:21
  • wtorek, 19 października 2010
    • Azure Ray - "Drawing Down The Moon" (2010)




      1.Wake Up,Sleepyhead
      2.Don't Leave My Mind
      3.In The Fog
      4.Larraine
      5.On And On Again
      6.Make Your Heart
      7.Silver Sorrow
      8.Signs In The Leaves
      9.Love And Permanence
      10.Shouldn't Have Loved
      11.Dancing Ghosts
      12.Walking In  Circles

      Dziś miałem napisać o zupełnie innej płycie.Przypadkowo jednak natrafiłem na nową płytę Azure Ray i spędziłem z nią całą noc.Prawdopodobieństwo,że ktoś posłucha tej płyty jest znikome więc duet Azure Ray ma pierwszeństwo.
      Azure Ray to macierzysta grupa Marii Taylor,która zawładnęła moim sercem albumem "LadyLuck" z ubiegłego roku.I kiedy tkwiłem w oczekiwaniu na jej kolejny solowy album okazało się,że Maria znowu pisze i komponuje ze swą przyjaciółką szkolnych lat Orendą Fink.Ich ostatni wspólny album ukazał się w 2003 roku.
      Jeśli ktoś lubi senne melodie w dłużące się deszczowe dni,to ta płyta na pewno się spodoba.Zdecydowanie pięknie brzmi również podczas bezsennej nocy.Piosenki skomponowane są na gitarę akustyczną,bo w tym Panie są najlepsze.Miejscami wzbogacone o dziwne,elektroniczne smaczki.Czasem zagrają skrzypce albo coś na miarę takich instrumentów smyczkowych.Perkusji właściwie nie ma.Czasem rytm wystukuję jakaś maszyna.Nie będę ukrywał,że bardziej podobają mi się te pieśni śpiewane przez Marię Taylor,ale Orenda również ma sporo smutku w swym głosie i idealnie się uzupełniają.Melancholia aż kapie z tych utworów.Aczkolwiek muzyczny powiew nadziei również można spotkać.Taki "Don't Leave My Mind" sprawia wiele radości.Piękna piosenka,szczególnie w refrenie!Za takie melodie uwielbiam Panią Taylor.Powiem szczerze,że po jej ostatnim albumie solowym takich piosenek od niej oczekuję."On and On Again" również potrafi wzruszyć.Jest cudownie delikatny!"Larraine" śpiewa Orenda.W dodatku sprawnie gra na akustyku.A w tle smaczki dzwiękowe,które sprawiają,że utwór ma w sobie magię.
      Ktoś powie,że to nudna płyta.No cóż,ja jestem nudny również.Płyta przejdzie niezauważona,a ja kilka nagrań będę miał tylko dla siebie!!!

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      wtorek, 19 października 2010 11:27

Autorzy

Kanał informacyjny