Subiektywne Recenzje

  • czwartek, 25 października 2012
    • Peter Buck - "Peter Buck" (2012)

       

       

      1.10 Million B.C.

      2.It's Alright

      3.Some Kind Of Velvet Sunday Morning

      4.Travel Without Arriving

      5.Migraine

      6.Give Me Back My Wig

      7.Nothing Matters

      8.So Long Johnny

      9.L.V.M.F.

      10.Nothing Means Nothing

      11.Hard Old World

      12.Nowhere No Way

      13.Vaso Loco

      14.I'm Alive

       

      Ha ha ha. Nie jest źle. Nie jest źle. Gdyby niefortunna, nietrafiona decyzja o tym by śpiewać, Peter Buck wyszedłby obronną ręką. A tak w wielu odsłonach mamy wokalną masakrę poddaną studyjnej obróbce, która nawet nie jest śmieszna. Niemniej jednak chwilami występują satysfakcjonujące momenty, choć w całości album jest nie do przetrawienia. Oto pierwszy, solowy album Peter'a Buck'a z legendarnego R.E.M.!

      Wytłoczono jedynie dwa tysiące egzemplarzy tego vinyla. Tak, vinyla! Reszta egzemplarzy dostępna będzie w formacie mp3 (haha). Tak sobie wymyślił i za to czapka z głowy! Sama zaś decyzja o solowym albumie jest dość zaskakująca, bo sam przez lata zarzekał się że nigdy coś takiego nie powstanie. Nie wspomnę o pisaniu tekstów i śpiewaniu. Miłe jest to, że w wywiadach wspomina o tym jak wspaniałym poetą i wokalistą jest Michael Stipe i jak ciężką robotą jest pisanie i śpiewanie. Kurcze, nie da się uniknąć tematu związanego z samym R.E.M. Przecież na tym krążku jest i Mike Mills. Jest Bill Rieflin i jest Scott McCaughey! Zresztą jest cała rzesza przyjaciół Buck'a z ostatnich lat. Członkowie The Decemberists i The Minus 5. 

      Nie będę wyżywał się i pastwił nad tym albumem, bo jedno trzeba przyznać. Czuć tutaj cholerną radość, swobodę i wolność  tworzenia muzyki. Kurcze, taki bluesowy "Hard Old World" naprawdę podoba mi się! Folk, rock, country, blues. Czuć ducha znaczących muzycznie zakątków Ameryki. Płyta brzmi archaicznie, ale taka przecież ma być! Słychać oczywiście R.E.M. z lat 80-tych, ale bardziej z sali prób niż z wczesnych płyt. I to dręczące pytanie: Czy któraś z tych kompozycji mogłaby się kiedyś ukazać na płycie R.E.M.? Oj demokracja mogłaby wykluczyć wszystkie propozycje. Może w takim klimacie orientalnym "Travel Without Arriving" miałby szansę? Może instrumentalny drobiazg "Migraine"? Tak, to moment kiedy jestem dumny z mojego ukochanego muzyka! Uwielbiam takie jedno-nutowe tematy! "Some Kind Of Velvet Sunday Morning" to najłagodniejsza rzecz na płycie. Boże, w jednym momencie usłyszałem głos Stipe'a. Dostałem dreszczy, oszukałem ciało...

      Ps:

      "Nothing Means Nothing" brzmi jak "Starring Down The Barrel Of The Middle Distance". Brzmi jak piosenka Patti Smith...

      Nie jest źle, nie jest źle! 

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 października 2012 11:04
  • niedziela, 21 października 2012
    • Placebo - "B3" (2012)

       

       

      1.B3

      2.I Know You Want To Stop

      3.The Extra

      4.I.K.W.Y.L

      5.Time Is Money

       

      Tradycyjnie nie będzie to recenzja. Po prostu dręczy mnie kilka myśli i chcę się z nimi szczerze rozprawić gdyż z racji tego, że Placebo to jeden z moich najbardziej umiłowanych tworów w muzyce, muszę dokonać tego swoistego oczyszczenia. Szczególnie teraz gdy zespół wydał na świat epkę, która zawiera piosenki tak przewidywalne jak pogoda w Egipcie.

      Wszystkich tych, którzy w 2006 roku narzekali na "Meds" odsyłać będę do "B3". Kolejna nieczysta myśl?  Nawet jeśli dało się z czego bronić "Battle For The Sun", tutaj jedynie "I.K.W.Y.L. jakoś samo się broni. Na szczęście "B3" to tylko pięć piosenek z czego jeden to cover. Od samego początku nie przepadam za Stevem Forrestem. To bębniarz, który zmienił oblicze Placebo. Sam Molko nadal jest bardzo interesującą postacią, ale  od ostatniego albumu coś niedobrego stało się z jego manierą śpiewania. Wysoko śpiewane partie są doprawdy irytujące. I co tu jeszcze dużo mówić. Ta epka to sygnał, że póki co Placebo  nie może pochwalić się dobrymi kompozycjami!

      Nowy album długogrający zapowiadany jest na przyszły rok i miejmy nadzieję, że nie wypełni się on tak słabymi nagraniami jak tutaj! Szczere, smutne, ale prawdziwe! Placebo mają u mnie spory kredyt zaufania, bo kilka kropel krwi wylało się przy ich muzyce...

      Porozmawiamy?

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 października 2012 10:55
  • czwartek, 18 października 2012
    • Marillion - "Seasons End" (1989)

       

       

      1.The King Of Sunset Town

      2.Easter

      3.The Uninvated Guest

      4.Seasons End

      5.Holloway Girl

      6.Berlin

      7.After Me

      8.Hooks In You

      9.The Space...

       

      Kiedy przeglądam w sieci wszelakie recenzje płyt Marillion niemal w każdym tekście poruszany jest temat spektakularnej zmiany wokalisty grupy.  Odżegnując się od tej praktyki napiszę tylko jedno zdanie w tym temacie i gwarantuję, że nie padnie ani jedno słowo kojarzone z łuskami i skrzelami. Dwa wcielenia grupy Marillion to fascynująca muzyczna podróż po wyżynach i nizinach. Lubię bywać tam gdzie horyzont na wyciągnięcie ręki i tam gdzie wzrok nie sięga...

      Uwielbiam ten album za jego wstęp w postaci "The King Of Sunset Town" oraz za piękny "Easter"! Podziwiam i kocham piękno tytułowego "Seasons End" ekscytująco rozbudowanego oraz pełnego emocji!  Steve Hogarth swym głosem nadaje piosenkom niezwykle melancholijny wymiar!  Uwielbiam ten album za "Berlin" i narastający w nim dźwięk saksofonu. "After Me" wydaje się na początku zwykłą piosenką. Nic mylnego, rozpędza się i w dodatku słyszę tam perkusję Phila Collinsa. Kurcze, to nie ta strona encyklopedii ;). Aha, linię melodyczną wstępu "The Space.." można odnaleźć w pewnym nagraniu K's Choice. W każdym razie na tyle zbliżoną, że mnie akurat się kojarzy. Ktoś pokusi się o sprawdzenie tej fanaberii? ;)

      Nowy album Marillion podoba mi się coraz bardziej choć częściej teraz słucham "Misplaced Childhood" i "Clutching At Straws". Znaczy w tym temacie wypadałoby napisać: to be continued...

      Szczegóły wpisu

      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      danielkaszuba
      Czas publikacji:
      czwartek, 18 października 2012 10:02

Autorzy

Kanał informacyjny